|
Wyprawy
I stało się. Rozpoczęcie sezonu 2009 na Bystrzycy można uznać za udane. Pogoda nie była wymarzona, ale też nie była
taka zła. Zapakowaliśmy toboły do samochodu i w drogę. Na miejscu okazało się że nie wzięliśmy korków do pontonu, na
szczęście dowieziono je nam i o godzinie 12 mogliśmy już płynąć. Widoki nie były powalające na kolana bo to jeszcze
zima, wszędzie suche patyki, gołe drzewa, żółte trawy i jak to na Bystrzycy pełno śmieci, chociaż wydaje mi się że
trochę mniej niż na wcześniejszym odcinku od Lublina. Od czasu do czasu można było zauważyć początki wiosny, takie
jak bazie, małe pączki na drzewach i inne mniej mi znane rośliny. Drogę umilały kolorowe śpiewające ptaszki jak
również kaczki uciekające przed zielonym pogromcą rzek. Po niedługim czasie naszym oczom ukazała się przeszkoda w
postaci powalonego drzewa, które tradycyjnie zatrzymywało śmieci. Rzeka raz na jakiś czas trochę rozszerzała się,
gdzie nurt był bardzo wolny, a później wracała do normalnych rozmiarów. W pewnym momencie naszym oczom ukazuje się
coś w rodzaju młyńskiego koła (widać to na zdjęciu) które pobierało wodę z rzeki i długą rurą gdzieś transportowało.
Właśnie w tym odcinku Bystrzyca nienaturalnie przyspieszyła dając nam namiastkę górskiego potoku. Zaraz potem zwalnia
i do naszych uszu dochodzą dźwięki jakby dzwonków. Jednak ku naszemu rozczarowaniu nie są to owce na hali ale zator
z butelkami które kręcąc się w zatoczce stukając jedna o drugą. Płynąc dalej natrafimy na jeszcze jeden zator ale już
ostatni. Po drodze mijamy kościół we wsi Bystrzyca z roku 1709-1721 który warto obejrzeć. Nad brzegiem rzeki można było
spotkać jedynie kłusowników z olbrzymimi siatami. Gdy wpływamy na Wieprz naszym oczom ukazuje się zamek w Zawieprzycach
z barokowa kaplica zamkowa z końca XVII w. Na błoniach pod ruinami kończymy nasz spływ.
(zdjęcia w glerii)
by.Ginder
|